PRO 49

Początek          Wstęp          Poezja          Proza          Brudnopisy          Poeci          Goście          Koniec

Trauma - noc           Granica           miasto - sen           Jefranda           Dodo
Bukareszt           Afekt           Darwin           Dworce           Czerwona Isabella
Jefranda
       Mgła wisiała nad iglicą Pałacu Kultury i niżej, aż do granicy piętnastego piętra. W podziemiach Dworca Centralnego było spokojnie i cicho, dochodziła szósta rano, tłum zaczynał zbierać się w długich korytarzach.

       Siedziała na podłodze oparta plecami o szarą ścianę, miała przy sobie wytartą torbę. Drugi dzień widziałem ją w tym miejscu. Wczoraj siedziałem tam ja, próbując zebrać myśli.

       Po lekturze Fromma stwierdziłem, że dobrze pasują do mnie objawy czegoś, co psycholog określa: "neurotycznym brakiem egoizmu", a co niesie ze sobą: "paraliż zdolności kochania lub przeżywania jakiejkolwiek radości; pełną wrogość wobec życia i za fasadą braku egoizmu ukryty subtelny, niemniej jednak silny egocentryzm." Teraz mój silny egocentryzm spoglądał na przeciwległą ścianę, gdzieś w okolicach peronu trzeciego, na której wisiały obdarte plakaty reklamujące lekcję boksu. Kiczowata krzyżówka lwa z hieną stała na dwóch tylnych łapach przyodziana w rękawice bokserskie i patrzyła tępym wzrokiem w czarne litery: "b o k s dla każdego".

       Nowe ubikacje na Dworcu Centralnym są dosyć luksusowe, w środku jest fotokomórka, płaci się złotówkę za każde wejście. Kiedy otworzyłem drzwi pani nadzorująca toalety siedziała w pokoiku przy wejściu, na małym telewizorku oglądała program "Disco Relax". Przebój, który uplasował się na drugim miejscu disco listy przebojów, zaczynał się słowami: "Kochaj mnie/ przecież wiesz/ dam ci wszystko to co mam/ serce dam/ duszę dam/ kochaj mnie/ proszę cię". W ówczesnych "kręgach towarzyskich" do dobrego tonu należało szydzenie z tego tekstu (i jemu podobnych). Sześć lat później jeden z najwybitniejszych polskich poetów, w wywiadzie dla niszowego pisma, powiedział: "Doskonale wiem, że piosenki, do których pisałem słowa powszechnie wyśmiewano. Oczywiście, że teksty były banalne, jednak ludzie, którzy najgłośniej je krytykowali, byli na ogół dylentami w dziedzinie literatury. Takie a nie inne opinie wkładała im w usta moda. Moda miała rację, oni nie mieli racji, krytyka oczywistości nie może mieć racji, jest z gruntu podszyta fałszem."

       Było ciepło i duszno. W korytarzach Dworca temperaturę odczuwało się jeszcze dotkliwiej. Dziewczyna znowu siedziała pod ścianą i ja usiadłem tam znowu. Plakat reklamujący boks zerwano do końca. Odwróciłem głowę w stronę mojej towarzyszki. Miała jasne, lekko kręcone włosy sięgające ramion, ładną twarz, w jej nosie widać było czerwony ślad po zakrzepłej krwi...

       - Wiesz - powiedziała dziewczyna - mama wypędziła mnie z domu, nie pytaj się dlaczego. Siedzę tutaj od tygodnia, nie pytaj o czym myślę. - Przerwała. Podkurczyła lekko nogi, na których miała popielate spodnie, ni to jeans, ni to jakiś materiał; spodnie przypominające obuwie rolników chodzących po kartofliskach. Przyciągnęła kolana do brody i objęła je rękami. - Chodziłam do zawodówki, teraz jestem na tym dworcu... teraz... A tobie chyba też coś jest? Prawda?

       - A co mi jest?

       - Nie wiem. Coś. Coś się z tobą dzieje.

       - Nic.

       - Kłamiesz.

       - Tak.

       - ...

       W dworcowym barze papierosowy dym mieszał się z powietrzem, odór nieumytych i spoconych ciał był, przez moment, dokuczliwy. W rogu stał stary automat do gier, na ciemnogranatowej obudowie widniały lekko zakurzone, złote litery: Operation Thunderbold - a pod spodem, trochę mniejszą czcionką: Capcom 1988. Jakiś dziadek szukał zaczepki, jednak wszyscy biedaka ignorowali. Usiadł w końcu na krześle i zaczął sączyć żółtawy płyn, który pływał w przeraźliwie brudnej, dwulitrowej butelce po Coca-Coli.

       Hot-dogi były lepsze niż lokal, w którym je sprzedawano. Znowu siedzieliśmy pod ścianą, znowu oglądaliśmy ścianę.

       - Masz strasznie poobgryzane paznokcie - powiedziałem, patrząc na jej dłonie.

       - I co? Czy przez to nie mogę dotykać?... - odparła po cichu.

       Nie wiem skąd wiedziała o co chciałem zapytać, ale nagle powiedziała: - Żyję dla piękna, dla dobra i dla miłości. Rozumiesz mnie?... Nie, nic nie mów, wiem, że rozumiesz. Trzy miliardy ludzi na tej planecie chodzi głodnych, nie mają czego włożyć do ust - to połowa populacji. Myślałeś kiedyś o tym? Tamten mężczyzna w marynarce jest żonaty, ma trójkę dzieci; przyszedł na dworzec uprawiać seks z szesnastoletnią prostytutką. Dziecko, które kobieta przed nami prowadzi w wózku jest chore na hipochondroplazję - to deformacja wszystkich stawów, często głuchota i niedorozwój umysłowy. Mąż kobiety jest dobry i mądry, ale nie może znaleźć pracy; zasiłek wynosi 400 zł na trzy osoby; kobieta wkrótce urodzi drugie chore dziecko, czeka ich koszmarne życie, pełne bólu i wyrzeczeń. Chłopak, który stoi na peronie i za moment wejdzie do pociągu relacji Warszawa - Kijów ma dwadzieścia lat, trenuje judo i śpiewa na weselach. Od teraz minie pół roku. On zostanie ciężko pobity na zabawie w nocnym klubie. Resztę życia spędzi na wózku inwalidzkim, jego rodzice nie wytrzymają tego i się rozstaną. Zostanie z ojcem, odwrócą się od niego przyjaciele, będzie godzinami przesiadywał w oknie swojego mieszkania na piątym piętrze w jednym z warszawskich blokowisk. - Mówiła coraz szybciej, coraz mocniej trzymając mnie za rękę... jej oczy stawały się przeraźliwie jasne. - A ja żyję dla piękna, dobra i miłości! Rozumiesz?! I wybrałam ciebie, a ty wybrałeś mnie i w tym spełni się wszystko na co czekamy. To gwiazdy i wiem kiedy zgasną, to świat atomów, a ja rozumiem ich miniaturowe systemy słoneczne. To my - ja znam ciebie a ty mnie, wieczność przed nami. Szczęście. Dobro. Miłość.

       Stanęła przede mną i była już zupełnie inna. Rozwinęła cztery białe skrzydła, oczy miała bardzo jasne, spokojne.

       - ... Tablice nowych praw szatan wykuł. Oto jest zakon czasu, pokłoń się niewolniku, pokłoń się plemię tchórzliwe, słabe i nienawistne, a ja ci jarzmo włożę i pętlę na szyi zacisnę. - ścia...

Ny ściany. Ale my powstaniemy zgodnie i skoczymy złemu do oczu, niosąc w sercu oręż miłości Bożej. Na twej drodze krzyżowej nie jest już pusto, obok kroczy dusza i serce gotowe do walki. Wojownik miłości, który posiada znamię Boże i zawsze będzie o Tobie pamiętał. Przez urągowiska przyjdzie miłość z przeczystą chustą i zamknie Twe oczy, by mogły narodzić się na nowo i widzieć prawdziwy świat, otworzy Twe serce, byś mógł kochać, a duszę oczyści gdy tylko krzykniesz: jestem grzesznikiem.

       - Chodźmy więc - rzekła. - Razem zbudujemy piękno, dobro i miłość.

       I poszliśmy.

       Mgła opadła, lekki wiatr wiał z zachodu, z krain Edenu. Droga była daleka, my wiedzieliśmy jednak, że razem dojdziemy tam na pewno.
       Albo nie dojdziemy nigdy.

do góry