- Ale, ja już naprawdę nie mam ci nic do powiedzenia. - Nic? - Nic.
Noc miała kolor zgniłych śliwek. Z dworcowych stanowisk zaczęły odjeżdżać bardzo ranne autobusy. Nikt nie zanotował, czy wśród ludzi siedzących w środku był on albo była ona. Może wcześniej on kupił hot-doga w dworcowym barze, a ona posrebrzany pierścionek w dworcowym kiosku. Pewnie że myślała o księciu, którego nigdy nie będzie miała. Żałosna pewność - jak rozkład pierwszych autobusów. Oni pojadą bardzo daleko i miną się bardzo, to już się niemal dokonało, statystyczna pewność. Największy poeta naszych czasów najprawdopodobniej nie napisał żadnego wiersza - statystyka, niekonfigurowalny smutek. Dlatego trzymaj go za rękę i ciesz się, że jest. Antyksiąże. Minął dzień. Nowa noc ma kolor zgniłych śliwek. Nie macie sobie nic do powiedzenia. Szarość dnia.
maj 2004
|