PRO 49

Początek          Wstęp          Poezja          Proza          Brudnopisy          Poeci          Goście          Koniec

Apokryfy           Czerwiec           Listopad           2001           Nowe           Zapomniane           2005



herbata
gdy już utopię granulki twego ciała w herbacie
i z namaszczeniem wycisnę cytrynę o ściankę
będę bardziej wyzwolony niż przedtem będę
trzeźwy i wyraźny - wstaje miasto Warszawa
szary świata świt odbity w szybach tramwai

wiem że czekasz oddalona o wiele przystanków
w sukience wiosną i spalinami pachnącej i nic
prócz czekania nie przybliża nas i nic
nie boli bardziej niż świt perspektywa godzin

w których depresja wyciągnie się w oczach
a prócz herbaty i fantomów wspomnień
nie będzie wiele - żadnego czekania żadnej sukienki
w naszym pustym świecie dekonstrukcji

peryferie
drogi wiodą przez obwód
spotykamy się nikt nie zna nikogo
więc nikt nie jest obcy
rozumiemy się jak nikt nigdy
dotąd nie rozumiał nikogo nie
możesz zadać mi ból lecz wtedy
odtrącę cię wymażę cię

nasza samotność to jest spokój
maszyn więc stój przy mnie
daleko i bądź spokojna że
nic się nie stanie


nic się nie stanie
chyba że pewnej samotnej nocy
gdzieś w elektrowni na peryferiach
zgaśnie światełko zasilania

wte i wewte
jest zmierzch trójkątny i zły jak ciche szemranie
szerszeni nam w tych chwilach zabawnych
nie pozostało nic ponad piramidalne głupstwa
kartki zapisane szyfrem puste peryskopowe
wieczory i gdybym nawet nagle był prawdziwy
bliższy niż te rozstaje drzewa krajobrazy
uchwycone w klatkach aparatu nie będę przecież
ani o centymetr bliżej
       gdybym
       nawet
       nagle
miał usnąć jak opuszczony pomnik
po którym chodzą mrówki
wte i wewte wte i wewte

schz
na pierwszy plan wysuwają się rozpad
i otępienie lub jedno z nich


ach nasze ciche latawce wiatru
powietrze struny pęka jak aorta
krew krajobrazu burza pod dnem
nieba kiedyś byłaś inna, pamiętasz?

są one zejściowymi postaciami dwóch
osiowych objawów rozszczepienia i autyzmu


jak białe korytarze ciasne tunele
tlenu automat na kawę kubeczek kawa
jesteśmy uśmiechnięci nie wiemy jeszcze
że czarne fusy wróżą piekło

dochodzi prawdopodobnie do wyczerpania się
centralnej części łuku odruchowego


maleńkie ruchy i maleńka śmierć
malenkie myśli w maleńkiej główce
odpowiedzią na pustkę jest śmierć
odpowiedzią na życie jest grzech

świat staje się szary i pusty.
Czas rozpływa się


ból płynie stojącą rzeką strachu
lipcowe kwiatki abnegacji
krajobraz podarta dekoracja
ty nie skleisz już tych drzew.

i ja też nie.

formuły liturgiczne
twarz często atakowała
język formuł liturgicznych

po skórze płynęły
głębokie rzeki ptaków
krzycząc że niebo
jest wolne puste

formuł liturgicznych naszej skóry
nie ma i nie będzie
będą małe pajączki pokory
pączkujące o świcie
gasnące o poranku

i wtedy ty podejdziesz tak do mnie
że przenikniesz mnie

Alkmena
Kochamy się tylko w powłoce cielesnej i kruchej,
tak pokochała Alkmena Zeusa.
Wystarczy przybrać dłonie twoich marzeń,
zmarszczki twoich oczu rozlane po twarzy.
Kochamy się tylko w powłoce cielesnej i kruchej.

Ty w końcu odchodzisz od niej,
to opuszczenie to jest nowy oddech,
jasny wgląd w świata ruchome obrazki, ale -

Alkmena zostaje sama.
Tak sama jak pamięć Homera.
Jest dzień, szara mgła, pokoik w bloku.
Popija colę przed telewizorem,

jej dni są bardzo długie i puste
lecz jej noce są dużo dłuższe.

samotnie, zimno
będę chodził po piasku samotnym i zimnym
miną mnie fale i pani z pieskiem na smyczy
miną mnie ludzie i marzenia dziecinne i ty
mnie miniesz i ty mnie miniesz

       wiesz - czekałem na dni pełne spokoju
       w których słowa padałyby celniej
       można by nazwać wszystko po imieniu
       być bliżej siebie czuć się bezpiecznie

       a teraz uciekam szybszy niż światło
       piach przesypuje samotne źrenice
       wśród jego szumu widać że

       ostatni sen jest kognitywnym fałszem
       łąka nie jest niebieska a pola nie są jasne
       rozpadasz się jak pusty elektron
       zapalasz się i gaśniesz na zawsze

a na brzegu jest piasek ten sam samotny i zimny
są fale pieski chodzą na smyczy morze
szumi swoją piosenkę bezdomną ludzie
bardzo serdecznie milczą ze sobą

do góry