PRO 49

Początek          Wstęp          Poezja          Proza          Brudnopisy          Poeci          Goście          Koniec

Apokryfy           Czerwiec           Listopad           2001           Nowe           Zapomniane           2005



uliczki miast
pamiętasz deszcze które padały na miasto
rozmiękczając rany zaułków placów i ulic
nasze sensualne palce mokły pod klatką
splecione na sobie za późno za wcześnie

zimne kulki deszczu uderzały w mokre głowy
rozpryskując się na liczby pierwsze
w zajezdniach stały tramwaje czekając świtu

tamtej nocy podążaliśmy naprzód (czyżby?)
w opadach iluzorycznych nocy niestabilności

Nasza Troja
Pamiętasz deszcze, które padały na miasto
rozmiękczając rany zaułków placów i ulic?
Nasze sensualne palce mokły pod klatką
splecione na sobie za późno, za wcześnie.

Dotyk. Był dobrym narzędziem porozumienia,
szczególnie tam, wtedy, daleko od gwiazd, ale
wszystko wymknęło się z rąk, przecież
poznać prawdę, nie znaczy jeszcze zrozumieć.

Tak mało spełniło się naszych dni
wśród zim i słońc kolejnych lat.
Odpływać powoli od życia - tylko to
potrafiliśmy robić sumiennie.

Dziś znów dotykamy się badawczo, odkrywamy ruiny.
Przed nami ostatnie nie zadane pytanie Schliemanna:
które miasto jest właściwe?

Niekoniecznie to, które leży najgłębiej pod ziemią.

budzę się 7 rano
ból wybucha o 7 rano czasami
zagaduje mnie chłopiec z elektrowstrząsów
mówi i patrzy na mnie ma oczy jak dwie stonki
które wierzgają prażone słońcem
dzisiaj już nie żyje

łóżko naprzeciwko
łóżko naprzeciwko
ściana naprzeciwko
ściana naprzeciwko

wyjdę stamtąd kiedy listopad zamieszka w dziuplach drzew
postaram się zapomnieć
wszystko

bzy
środek nocy
wiatr sosny igły szyszki strąca na ściółkę
wiesz
rodzice postawili cię pod drzewem
i trzęsli drzewem
a małe przeraźliwe kleszcze spadały
ruchem lekkim na ciebie

wiesz bez
bez kwitnie też już
z białej sukni będziesz miała bełz

i chociaż wołasz o ratunek a dłonie
mamy takie same przecież
nie odczytasz w linii życia żadnej przyszłości
to nieprawda że w bzach lęgną się kleszcze
nie jest też prawdą że mózg można zaćmić
małym prątkiem boreliozy i nie jest to
kłamstwem dlatego zbiór dopełnia się
w idealnej symetrii naszych dramatów

wysokie piramidy
teraz kiedy przeglądam się w lustrach grobowców
jest już za późno
żeby pozamiatać jesienne liście

na piaskach pustyni nie ma jesiennych liści

wielki bóg Re patrzy dobroczynnym wzrokiem
i wyciąga swoje laserowe dłonie
w moim niepewnym kierunku

pochowają mnie pod ziemią
w piasku laserów
w korytarzach niestabilnych protonów

a na ziemi jesień będzie ta sama

park w którym będąc dzieckiem zbierałaś liście
i uważałaś że to bardzo ważne liście
i bardzo ważny czas będzie ten sam


tylko my nie będziemy tacy sami

rzeczy
tak moja droga mała m - ludzi można zrozumieć
tylko poprzez ich przedmioty. nie ma żadnego fałszu
w statycznych formach materii nie ma patosu
jedynie proste struny sentymentu. w rzeczach tkwi miłość
naszego istnienia. jeżeli życie nie byłoby takie trudne moglibyśmy
szukać prawdy gdzie indziej np. w swoich oczach i moglibyśmy
błądzić w tych oczach aż po jasną niepamięć. moglibyśmy
być lepsi albo tak jak babcia zamiatać korytarze
w zakładach lotniczych na okęciu. zamiast tego przejedziemy się siódemką
patrząc przez okno na strumienie słońca rzucimy uśmiechy ciche
i znaczące. jest taka prawda o życiu która mówi że poezja
staje się głównie rankiem w przekrwionych oczach motorniczego
kiedy jest szaro i nic się nie chce i można wypić tylko ranne powietrze

18 maja 2003, 02:11

Szukaj mnie dafne
Niech ujrzy dafne w mądrych oczach
Człowieczy los który pisał świat
Może odszuka w głębi nocy
Nasze tęsknoty ból i żal

Człowiek jest księgą niczym więcej
Dlatego woła wprost do ciebie
Spróbuj przeczytać jego litery
I złóż z nich zdania tak namiętne

Żeby już nie mógł nigdy umrzeć
Żeby na zawsze mógł być wierny
Tobie i twojej długiej nocy
W której zaplątał swoje serce

Bo jest w tym wszystkim taki stan
Gdzie ginie dojmujący brak
Wystarczy tylko gdy zaklęcie
Wypuści dafne ze swych warg

18 maja 2003, 03:31

do góry