PRO 49

Początek          Wstęp          Poezja          Proza          Brudnopisy          Poeci          Goście          Koniec

Apokryfy           Czerwiec           Listopad           2001           Nowe           Zapomniane           2005



przestrzenie Banacha
zaczyna się wszystko prosto i zwyczajnie
prosisz o majową piosenkę którą zagra ci Sony
w upalne ranki wynikanie jest łatwe
opowiem ci może tylko to i dlatego że
dni tego człowieka szyte były bólem
którym karmił wróble na pantoflanym podwórku

jesteście tacy sami towarzysze nieudanej podróży
ale myślę że wszystko (być może na nasze nieszczęście)
skończy się dobrze a dusze któregoś dnia
wlecą wraz ze świergotem wróbli
w rozległe przestrzenie Banacha
gdzie szare ptaszki wydziobują ziarna
z pustych formuł i dziurawych mis dedukcji

[podczas gdy nastał sierpień]
                               dla M.

podczas gdy nastał sierpień a to znaczy
że oglądamy się już w skorupach kasztanów
dojrzałych wtedy i dojrzewających teraz
czuję bliskość niewymowną oderwaną
gorące powietrze burzą przesycone
po raz kolejny świat próbuję zakreślić od
księżyca do dźwigu tamtego pod którym
siadywaliśmy i siadamy jak dzieci przywiązane
do miejsc i do czarów a ty mi bajki otwierasz
ty mi bajki tworzysz zaczynam rozumieć
sklepienie kościoła w stylu takim a takim
który stał za górką gdzie zdarłaś kolano
spadają kropelki burzy małej na to kolano
lecz znów wyjdzie słońce i połaskocze twoją
sukienkę w kwiatki wyrysowaną dłonią
i znów się przybliżymy i razem usiądziemy
jak dorośli na brzegu kasztana

sierpień 2001

jest taka granica ale
kocham twoją twarz
zapisany genotyp białka

jest jednak granica która nas dzieli
nieopisana
pomiędzy słowem a oddechem
zmrużeniem ciała


próbuję
opisać nieopisane
nazwać nienazwane
kocham twoją twarz

Milena
mieszkała w pokoju jak w łupinie orzecha
którego zjadł królik zanim umarł
biedny
filiżanki drgały efekt motyla
lekkie serce poruszało napięte ciało
gdzie struny atomów były muzyką
chociaż muzyka na ogół płakała

uczy mnie jak się pije ogień
powtarza: to tylko lody
to tylko zegarek
czas topi nas
ale nie można podzielić nieskończoności

w Łazienkach grają Chopina
zabiorę ją kiedyś tam gdzie kwitną bzy
a muzyka porusza liście

t y m c z a s e m
w maju idylla ma kolor białej czekolady
a pod czekoladą czeka
d z i e c k o

Samotność lasu
Pewnej kwietniowej nocy w ciemnej i ciepłej norze w głębi historycznego lasu Duncton narodził się Bracken. Sześć kretolat wcześniej przyszła na świat Rebeka. A oto dzieje ich miłości i bohaterskiej walki, jaką stoczyli, aby ją odnaleźć. (...)
                        
William Horwood: "Las Duncton"


przyszła do niego nad ranem
i położyła mu bruzdy na czole
patrzyła swoimi niewidzialnymi oczyma
na dom - norkę zarosłą piołunem i ziemią

krótkie są chwile rozstania ale ból sięga daleko i głębiej
mimo to jestem dalej więc piszę te litery rozchwiane
opiewam historię wyblakłą ale żywą
Bracken   m u s i   s o b i e   u p r z y t o m n i ć   że nie jest sam
za autostradą i wzgórzem czekam (chociaż wiem
że nigdy nie przyjdzie) ja Rebeka - krecik

do góry