PRO 49

Początek          Wstęp          Poezja          Proza          Brudnopisy          Poeci          Goście          Koniec

Apokryfy           Czerwiec           Listopad           2001           Nowe           Zapomniane           2005



[rzecz uchwycona w przelocie]
rzecz uchwycona w przelocie jest tym
co nazwane być powinno i teraz
kiedy twój obraz przeminął a wargi
płoną dla innego rozumiem sens słów
przeinaczonych słów których (nie) chciałem
więc sam już teraz sam teraz piszę opuszczony
przez siebie nie przez ciebie przecież droga moja
słowa są twarde jak diamenty słowa są tylko
opuszczeniem otwieram mój elementarz
powtarzam po cichu przed zaśnięciem
amo amare ama! amate! słowa są tylko
rzuconym brokatem na nasze małe
ludzkie słabości

09.08.2001

płyniesz do mnie...
płyniesz do mnie doliną szeroką nieziemską
głęboką płyniesz do mnie słonecznym gajem
w każdej kropli widzę twoje oczy zamykam
w sobie odblaski liści wiosennych wiatru
staniesz się aż się znajdziemy łuski szczupaka
w gryzącym słońcu trzcina przybrzeżny
palec haczyka i interwizja zaparzysz herbatę
otworzysz wódkę a ja już czekam na
palcu haczyka nasze spotkanie jest

[Boga może nie być ale nie tutaj]
Boga może nie być ale nie tutaj
w starym Raszynie gdzie wiertła
czasu świdrują świadomość od pokoleń
dwóch Boga może nie być ale nie tutaj
gdzie rzeka leniwie po polach i bagnach
przenosi brzuch jak węgorz przecież
gdzie kupowałem lody i stary asfalt
uginał się pod kciukiem jakże Boga
może nie być tu

14.08.2001

Raszynka
Urodziłem się niedaleko Raszynki
w której pływały pająki i plastikowe kaczki
gdzie koty wyły o północy do księżyca nad rzeczką widmem
W domu stał wielki pies z kamienia
wygrany dawno dawniej w karty przez dziadka
Było to tego samego świętego dnia
kiedy kometa zostawiła swój pióropusz w rzeczce
Dziś już nie ma tamtej rzeczki i nie ma dziadka
Zostały niewyraźne odbicia kurzych łap w piasku
ważki ze styropianu pod sufitem ganku
Pamiętam ciebie dziadku i drwię sobie z przykazań nieba
moje zwłoki obok twoich pływają w Raszynce
Szemrzemy w strumyku... szemrzemy

czerwone dukaty
czerwone dukaty nie mogą się przydać
w podziemiach kiedy
oko beholdera patrzy poprzez ściany
szlus
nie było tam samurajskich mieczy
ale
podejrzewałem że byliśmy nieśmiertelni
opcja save & load
dopiero później się okazało
że to była pierwsza część - i tu kłamię

kain czekał na równinie
pokrytej czerwonym pyłem
trzymał w palcach swoje dziewicze
loki i wydał rozkaz
aniołom
była tam nawet libityna
ale o nas i o pani w gwiezdnej sukni
ta historia już milczy
c a ł k o w i c i e n i e w a ż n i

18.07.2001

wiosna* zmieni nasz punkt widzenia
człowiek
legasow powiesił się w drugą rocznicę
katastrofy **
a
ogniki nad sarkofagiem
paliły w oczy radzieckie roboty***
idziemy lewą towarzyszu
ale to nie wszystko
....
ogniki
błysk zapałki
przelotny pejzaż
który utrwalił wszystko na zawsze
sierp i młot
renewal czyli odnowienie
i zostało tylko szczęście
zostaliśmy tak naprawdę my
a nie roboty
które miały zbawić świat

07.08.2001

___________

* Katastrofa czarnobylska wydarzyła się 26 kwietnia 1986 roku podczas wyjątkowo ciepłej wiosennej nocy.

** Walerij Legasow - zastępca dyrektora Instytutu im. I. Kurczatowa; jeden dzień po drugiej rocznicy katastrofy w Czarnobylu powiesił się na klatce schodowej swojego domu.

*** Do wnętrza sarkofagu wpuszczano roboty; promieniowanie najdłużej (dwie godziny) wytrzymały roboty akademika Łukaczewa, przeznaczone do prac na Marsie.

Słońce zachodzi nad Wiosenną
Światło odbite w kaloryferach, w kaloryferach chlupot wody,
Słońce zachodzi nad Wiosenną, w mroku gasną ciche ogrody.
Ja też tam byłem i widziałem girlandy kwiatów, płoche kłącza,
Czasami... widzisz... czasami
                                               ktoś z drzew nasze liście strąca.

Lecz
Pod kopułami szarych szpitali dojrzewa w bólu spokojne niebo,
W nich całujemy się ukradkiem, po korytarzach cicho jęcząc.
Ponoć jesteśmy wyuzdani, seks pod bielmem fluoksetyny,
To nie tak -
My do celu, pod ścianą, idziemy - tak idąc
                                                            m o ż e   się nie zgubimy.

do góry