|
Mijając ją i mijając siebie pochwyciłem jej spojrzenie, które przekazała swojej późnej następczyni, dawno zdetronizowana, odarta z młodości, która była jej królestwem. I choć oddała je za szklankę wody podczas jakiegoś upalnego dnia, nie zapomniała o mnie wtedy spotkanym, aby przypomnieć mi po latach tamto rozminięcie się w bramie domu na nieistniejącej już ulicy, aby przypomnieć - Gdyby mnie wtenczas nie powstrzymał wstyd (zwłaszcza że szła w towarzystwie), byłbym padł przed nią. Dziś żałuję, że tego nie uczyniłem. A nie mogłem tak postąpić po czasie w rzeczywistej przestrzeni wobec tej, dla której miłość jest zaledwie szklanką ostrej wody w gorący dzień lata, gdy odczuwa się gwałtowne pragnienie i gdy róże wypacają słodki zapach, a ogrody i parki zagęszczają się w liściach i igliwiu. Nigdy nie powtórzę wejścia w jej ciało. Zostało po niej tylko imię, budzące skojarzenia z dalekim dźwiękiem dzwonów, podobne do pocałunku na odległość. 1960-1970 |