|
Poeta mówi: Żono! Widzisz te dwie muchy na parapecie okna zabite muchozolem Tyleż one znaczą we wszechświecie co nasze martwe ukochane psy co leżą pod kamieniem Pamiętasz ten wyraz Tropika gdy mu się coś mówiło a on nie rozumiał marszczył czoło skupiał się i nie rozumiał Bo był zwierzątkiem My też nie rozumiemy Patrz mówią do nas obłoki zorze gwiazdy wiatry a my nie rozumiemy Mówią do nas przestrzenie niebieskie mówią drzewa rozwijające się mówią kwiaty rosną i mówią a my nie rozumiemy I tak już będzie Będziemy we wszechświecie jak te dwie martwe muchy jak te dwa zdechłe psy jak dwie nicości One też kochały i chciały zrozumieć II. Poeta mówi: Żono! nie odchodź Zostań chwilę ze mną Chcę być sam A kiedy ty odejdziesz Zaraz przyjdą tacy: Tuwim przyjdzie z gałęzią wielkich jabłek jak ta co zabrał z naszego wesela Czesław zaraz przyjdzie taki młodziutki jak wtedy kiedy przyjechał z Wilna ze słowami: ubóstwiam pana na ustach Tolek przyjedzie taki jak w Aidzie kiedy opowiadał bajki Marysi przyjdzie Olek z papugą motyl przyleci co kiedyś wleciał do naszej sypialni wielki i osobliwy Tak się zaludni dookoła Nie odchodź bądź przy mnie Bo chcę być sam sam taki zupełnie sam III. Poeta mówi: Żono! byliśmy kiedyś młodzi widzielismy ocean w Skagen i Barcelonę i Matterhorn i Dent du Midi mielismy przyjaciół gadaliśmy z Lechoniem z Witakcym z Sartre'em zachłystywaliśmy się Proustem czytaliśmy Jądro Ciemności Annę Kareninę Popioły A Teraz jesteśmy starzy jesteśmy sami kłócimy się szukamy ciągle pogubionych książek Chustek zapałek okularów A kiedy będziemy przed Panem Nicości już zeraz nic nie będzie znaczyło że byliśmy piękni że tańczyliśmy na chłopskich weselach i na królewskich pokojach I nikt nas nie zapyta o nasze muchy nasze psy nasze pogubione książki chustki do nosa i okulary |