|
Winę, wstyd, płacz, umieranie, Niejasny koszmar tych okrutnych nocy Które ściskają serce tak jak mnie się papier? Aniele pełen chwały, czy możesz znać ten lęk? Aniele pełen dobra, czy wiesz czym jest nienawiść, Pięść wbita w ciemność albo łzy goryczy, Gdy zemsta gra swoje wezwanie z piekła I naszym władcą staje się możliwość siły? Aniele pełen dobra, czy wiesz czym jest nienawiść? Aniele pełen zdrowia, czy wiesz co to być chorym, I wzdłuż wysokich murów bladego hospicjum Wlec się, jak wygnańcy, ciągnąc stopy, Szukając ustami szybko znikającego słońca, Aniele pełen zdrowia, czy wiesz co to być chorym? Aniele pełen piękna, czy już poznałeś starość, Strach starzenia się i nieznośny zamęt Czytania tajemnic skrytego poświęcenia W oczach, z których moje się nie wycofały? Aniele pełen piękna, czy już poznałeś starość? Aniele pełen szczęścia, światła i radości, Umierający Dawid będzie prosił o zdrowie Płynące z twojej pełnej cudów obecności; Ja o nic nie proszę, aniele, oprócz twoich modlitw, Aniele pełen szczęścia, światła i radości. tłum. Maciej Niemiec W ten letni tak piękny poranek: U zakrętu leżała plugawa padlina Na ścieżce żwirem zasianej. Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety, Parując i siejąc trucizny, Niedbała i cyniczna otwarła sekrety Brzucha pełnego zgnilizny. Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze, Jakby rozłożyć pragnęło I oddać wielokrotnie potężnej Naturze Złączone z nią niegdyś dzieło. Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy, Co w kwiat rozkwitał jaskrawy, Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy Żeś omal nie padła na trawy. Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra I z wnętrza larw czarne zastępy Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta Na te rojące się strzępy. Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało, Jak fala się wznosiło, Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało Samo się w sobie mnożyło. Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym Jak wiatr i woda bieżąca Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym W opałce obraca i wstrząsa. Forma świata stawała się nierzeczywista Jak szkic, co przestał nęcić Na płótnie zapomnianym i który artysta Kończy już tylko z pamięci. A za skałami niespokojnie i z ostrożna Pies śledził nas z błyskiem w oku Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można Wyszarpać ochłap z zewłoku. A jednak upodobnisz się do tego błota, Co tchem zaraźliwym zieje, Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota, Pasjo moja i mój aniele! Tak! Taką będziesz kiedyś, o wdzięków królowo, Po sakramentach ostatnich, Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniową, By gnić wśród kości bratnich. Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko Toczył w mogilnej ciemności, Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską Mojej zetlałej miłości! tłum. Mieczysław Jastrun |